O indyczarni, która ma powstać na terenie Ślepkowa Szlacheckiego (gmina Radzanowo), pisaliśmy już wielokrotnie. Temat od dawna budzi emocje. Część mieszkańców protestuje przeciwko inwestycji. Argumentują, iż nie chcą w sąsiedztwie fermy mogącej docelowo pomieścić choćby 80 tys. sztuk drobiu. Obawiają się negatywnego wpływu na środowisko i zdrowie, szczególnie dzieci.
Inne stanowisko prezentuje inwestor, który zapewnia, iż obiekt nie będzie miał negatywnego wpływu ani na środowisko, ani na bezpieczeństwo regionu. Tę opinię podziela także część mieszkańców popierających budowę fermy.
O sytuacji związanej z kontrowersyjną inwestycją rozmawiamy z Piotrem Jakubowskim, wójtem gminy Radzanowo.
Portal Płock: Temat powstania indyczników na terenie gminy Radzanowo nie jest nowy.
Piotr Jakubowski: Nie jest nowy i zdecydowanie należy do bardzo trudnych oraz skomplikowanych. Sprawa ciągnie się od 2019 roku. Ostatnie pozwolenie na budowę zostało wydane w 2025 roku i dziś inwestycja jest już realizowana.
PP: Tymczasem w mediach zrobiło się o niej głośno dopiero teraz.
PJ: Tak, przede wszystkim za sprawą protestów mieszkańców, którzy mają określone obawy. Inwestycja w Ślepkowie Szlacheckim, bo właśnie tam powstają indyczniki, realizowana jest dla mniej niż 40 tys. sztuk drobiu. Zgodnie z wydanym zezwoleniem w każdym z budynków może znajdować się 19 999 indyków. Na takie ilości wydano wszystkie wymagane pozwolenia i większej obsady być tam nie może.
PP: Są jednak plany budowy kolejnych obiektów. Mówimy więc o fermie na około 80 tys. sztuk.
PJ: jeżeli chodzi o budowę dwóch kolejnych budynków, to na dziś inwestorzy, którzy są rolnikami z terenu gminy Radzanowo, nie mają takich planów. Jesteśmy już po pierwszych spotkaniach z mieszkańcami protestującymi przeciwko inwestycji. Inwestorzy przedstawili etap realizacji budowy i wyjaśnili, jak wygląda hodowla indyków. Niestety, nie udało się osiągnąć porozumienia.
PP: Będą kolejne spotkania i próby mediacji?
PJ: Na pewno odbędą się kolejne spotkania. Mieszkańcy złożyli już wnioski do urzędu gminy, które w tej chwili analizujemy. Z tego, co wiem, podobne pisma trafiły również do Starostwa Powiatowego w Płocku.
PP: Protestujący mieszkańcy wskazują kilka argumentów. Jednym z nich jest brak informacji i konsultacji społecznych. Twierdzą, iż nikt nie pytał potencjalnych sąsiadów inwestycji o zdanie. Dlaczego?
PJ: Musielibyśmy cofnąć się do 2019 roku, a później do 2022 roku, kiedy wydawano pierwsze decyzje. W tamtym czasie nie pełniłem jeszcze funkcji wójta. Mój poprzednik zorganizował jedno spotkanie w tej sprawie, którego następstwem było złożenie protestu. Mieszkańcy przedstawili swoje uwagi w jednym wspólnym piśmie. Gdy w 2022 roku wydawano decyzję środowiskową, konsultacji już nie było.
PP: Nie wsłuchano się więc w głos mieszkańców?
PJ: Inwestycja uzyskała wszystkie wymagane pozytywne opinie. To nie jest tak, iż gmina działa samodzielnie. Aby wójt mógł wydać pozytywną decyzję, musi otrzymać opinie m.in. Wód Polskich, Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, urzędu marszałkowskiego oraz sanepidu. Wszystkie te instytucje zaopiniowały inwestycję pozytywnie. Chciałbym jednak zaznaczyć, iż właśnie na podstawie pisma mieszkańców wydałem decyzję negatywną. Inwestor miał jednak prawo się od niej odwołać, czego efektem było uchylenie mojej decyzji.
Później jeszcze raz analizowaliśmy cały materiał dowodowy, obejmujący setki stron dokumentów. Inwestor składał również dodatkowe wyjaśnienia. Ostatecznie kolejna decyzja była już pozytywna. Powiadomiono wszystkie strony postępowania. Wśród znajdujących się tam nieruchomości jest jedna działka z budynkiem mieszkalnym – jej właściciel również otrzymał zawiadomienie. Informacje, z prośbą o wywieszenie ich na tablicy ogłoszeń i poinformowanie mieszkańców, otrzymał także sołtys Ślepkowa Szlacheckiego.
PP: Ostatecznie inwestycja ma zostać zrealizowana. W tej chwili w miejscowości są dwa obozy – jeden protestuje przeciwko budowie, drugi ją popiera. Ma pan pomysł, jak pogodzić obie strony?
PJ: To będzie bardzo trudne. Potrzebna jest szersza rozmowa o tym, czym dziś jest rolnictwo. Niezależnie od tego, czy nam się to podoba, małe przydomowe gospodarstwa zniknęły albo właśnie znikają. Rolnicy stawiają dziś na uprawę lub hodowlę na większą skalę. W przypadku drobiu często oznacza to duże obiekty. Takie fermy funkcjonują już na terenie naszej gminy. Jedna liczy 70 tys. sztuk, kolejna 40 tys. Nigdy nie otrzymaliśmy jednak żadnych negatywnych zgłoszeń dotyczących ich działalności. jeżeli ferma jest odpowiednio zarządzana, nie powinna negatywnie oddziaływać na otoczenie.
PP: Mimo wszystko mieszkańcy nie chcą mieć za sąsiada fermy indyków.
PJ: Trzeba jednak podkreślić, iż – poza jednym mieszkańcem będącym stroną postępowania – najbliższe zabudowania znajdują się około 500 metrów od inwestycji. Dla porównania mamy fermę na 40 tys. sztuk, która funkcjonuje bezpośrednio w sąsiedztwie dużych osiedli mieszkalnych.
PP: Trwający spór to duży problem dla gminy Radzanowo?
PJ: Każdy spór jest problemem. Z podobnymi sytuacjami mierzą się również inne samorządy. Dlatego chciałbym zaapelować do posłów i senatorów – mamy bardzo duże luki prawne. Ustawa odorowa, która miała regulować minimalne odległości dla tego typu inwestycji, procedowana jest od lat i utknęła w słynnej sejmowej zamrażarce. Uważam, iż takie przepisy powinny zostać wprowadzone, bo ułatwiłyby samorządom funkcjonowanie i wydawanie decyzji.
PP: Jaki będzie dalszy ciąg tej trudnej sprawy?
PJ: Z przykrością muszę powiedzieć, iż dziś nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć. Z jednej strony mamy mieszkańców protestujących przeciwko inwestycji, z drugiej tych, którzy chcą jej realizacji. Chciałbym ten spór załagodzić. Toczą się jednak postępowania administracyjne i na tym etapie trudno przewidzieć, jak się zakończą.








