Burmistrz Johnson na czele protestu “No Kings” w Chicago

3 godzin temu

Tysiące osób zgromadziły się w sobotę w Grant Park, aby wziąć udział w kolejnej odsłonie ogólnokrajowych protestów pod hasłem „No Kings”. Organizatorzy szacują, iż w wydarzeniu mogło uczestniczyć choćby około 200 tysięcy osób.

Demonstracja rozpoczęła się o godzinie 13:30 na Butler Field i została zorganizowana m.in. przez Indivisible Chicago oraz ACLU of Illinois. Sobotni protest „No Kings” w Grant Park miał wielu uczestników, ale jedno wystąpienie wyraźnie zdominowało całe wydarzenie – przemówienie burmistrza Brandon Johnson. Nie było to kurtuazyjne pojawienie się polityka na scenie. Johnson wyszedł do tłumu z wyraźnym przekazem – ostrym, bezpośrednim i politycznie jednoznacznym. Mówił o „sile ludzi”, ale w jego słowach wybrzmiewał również sprzeciw wobec kierunku, w jakim zmierza kraj.

„Spójrzcie wokół – nasz ruch jest większy, nasza determinacja silniejsza. Wysyłamy jasny sygnał: nie ma królów w Ameryce” – mówił, budując emocjonalne napięcie wśród tysięcy zgromadzonych.

To wystąpienie było czymś więcej niż tylko elementem programu protestu. Johnson wyraźnie wpisał się w ogólnokrajowy przekaz demonstracji, stając po stronie tych, którzy – jak podkreślali organizatorzy – sprzeciwiają się polityce administracji federalnej i rosnącym nierównościom. W jego słowach pobrzmiewał także lokalny kontekst – Chicago jako miasto, które chce chronić swoich mieszkańców bez względu na status, pochodzenie czy sytuację ekonomiczną. Najmocniejszym akcentem było jednak wezwanie do dalszej mobilizacji. Burmistrz nie zakończył swojego wystąpienia symbolicznym apelem – wskazał konkretną datę i kierunek działania. Zapowiedział powrót na ulice 1 maja, który ma być kolejnym etapem nacisku społecznego – tym razem skoncentrowanym na kwestiach ekonomicznych i odpowiedzialności najbogatszych.

Demonstracje realizowane są w czasie rosnących napięć politycznych i gospodarczych. W tle pozostają:

  • wojna z Iranem,
  • rosnące ceny paliw w całych USA,
  • problemy na lotniskach związane z niedoborem pracowników TSA.

Organizatorzy podkreślają, iż protesty są sprzeciwem wobec polityki administracji prezydenta Donald Trump oraz – jak twierdzą – działań uderzających w pracowników i imigrantów. Rzeczniczka Białego Domu skomentowała protesty krytycznie, sugerując, iż nie mają one większego znaczenia politycznego.

Zdj. facebook.com/ChicagosMayor

Idź do oryginalnego materiału