8 listopada Krzysztof Bosak ocenił, iż Donald Tusk prowadzi spór o Trybunał Konstytucyjny ku konfrontacji, a zapowiedzi rozmowy z prezydentem mają jedynie łagodzić odbiór działań rządu. Wicemarszałek Sejmu ostrzega, iż stawką jest społeczna akceptacja zmian w TK i trwałość konstytucyjnych reguł państwa.
Bosak: liczą się czyny, a nie słowa
Krzysztof Bosak, wicemarszałek Sejmu, prezes Ruchu Narodowego i współlider Konfederacji, przedstawił tę ocenę w rozmowie z Ryszardem Gromadzkim opublikowanej 8 listopada przez tygodnik „Do Rzeczy”. Punktem wyjścia było ostatnie posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego i trwający kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego.
Bosak powiedział, iż strony sporu ustrojowego przyjęły własne strategie, ale to rząd kieruje konflikt ku konfrontacji siłowej. Jego zdaniem łagodniejsze deklaracje premiera i zapowiedź rozmowy z prezydentem Karolem Nawrockim służą uspokojeniu opinii publicznej, podczas gdy działania władzy wykonawczej idą w przeciwną stronę. Polityk ujął swoją diagnozę krótko: „liczą się czyny, a nie słowa”.
Wicemarszałek uznał, iż premier chce osłabić społeczny opór oraz przyspieszyć akceptację zmian już przeprowadzonych wokół TK. To poważny zarzut polityczny, nie ustalenie sądu. Jego wagę trzeba jednak mierzyć przedmiotem konfliktu. Trybunał ma kontrolować zgodność prawa z konstytucją, także wtedy, gdy jest to niewygodne dla rządu. Spór o obsadę i funkcjonowanie tej instytucji dotyczy więc granic władzy wykonawczej.
RBN nie zakończyła kryzysu
Podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego 3 listopada prezydent Karol Nawrocki mówił o poważnym kryzysie konstytucyjnym i obarczył odpowiedzialnością premiera. RBN jest organem doradczym prezydenta w sprawach bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego. Sam fakt, iż spór o TK znalazł się w porządku jej obrad, pokazuje, iż konflikt wykroczył daleko poza zwykłą partyjną polemikę.
Rząd przedstawia wydarzenia odwrotnie. W oficjalnym komunikacie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Donald Tusk stwierdził, iż władza wykonawcza ma obowiązek chronić Trybunał i warunki pracy sędziów. Zarzucił też prezydentowi próbę siłowego wkroczenia na teren instytucji. Dwie strony powołują się zatem na konstytucję, ale zupełnie inaczej opisują legalność podjętych działań.
Rząd nie może być sędzią we własnej sprawie
Sedno problemu wykracza poza nazwiska obecnych sędziów i polityków. Władza wykonawcza nie może sama rozstrzygać, które reguły konstytucyjne uznaje za obowiązujące, a potem własnymi środkami wymuszać skutków tej interpretacji. Taka metoda tworzy precedens, z którego skorzysta każda następna większość. Państwo prawa przestaje wtedy chronić obywatela, a zaczyna zależeć od siły i determinacji aktualnego rządu.
Rozwiązanie musi mieć jawną podstawę prawną, podlegać kontroli i respektować rozdział władz. Rozmowa premiera z prezydentem może być potrzebna, ale sam polityczny uścisk dłoni nie naprawi instytucji. Potrzebne są reguły możliwe do zaakceptowania także po zmianie władzy. Inaczej spór zostanie jedynie odłożony do następnych wyborów.
Konfederacja odrzuca doraźny reset
Stanowisko Bosaka nie jest pojedynczą reakcją na medialną wypowiedź premiera. Tego samego dnia krytykował także proponowany przez PSL reset wokół Trybunału, ostrzegając przed rozwiązaniem, które zamiast zamknąć kryzys mogłoby stworzyć stały mechanizm podporządkowywania TK bieżącym układom partyjnym.
Ta ostrożność jest uzasadniona. Polska potrzebuje zakończenia kryzysu konstytucyjnego, ale porozumienie nie może oznaczać legalizowania metody faktów dokonanych. o ile każda kolejna większość uzna, iż może urządzić Trybunał według własnej woli, obywatel straci realną ochronę przed samowolą państwa. Stawką dla Polaków jest przewidywalność prawa, bezpieczeństwo instytucji i pewność, iż konstytucyjne ograniczenia obowiązują również rządzących.
Źródła: „Do Rzeczy”, rozmowa Ryszarda Gromadzkiego z Krzysztofem Bosakiem, Kancelaria Prezydenta RP, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów.
Źródło: Do Rzeczy









