ratuj obraz nim lustro rozbijesz
czeka na ciebie w srebrnej kołysce
złapałeś skrzydła co już zgubiłeś
znowu szybujesz nad łąki czyste
weź pustą kartkę choć krawędź rani
białym wilgotnym pomaluj śniegiem
zauroczona złudnym kolorem
w nieświadomości rozmoczy siebie
w zaciszu klucza nuty się budzą
wśród wielu oktaw były uśpione
znów się narodzą orkiestra zagra
w błękitnej sali nową symfonię










