Prezydium Konferencji Episkopatu Polski 24 sierpnia 2026 r. zaapelowało o przywrócenie adekwatnego miejsca lekcjom religii i skrytykowało obowiązkową edukację zdrowotną od 1 września. Stawka jest prosta: kto naprawdę ma pierwszeństwo w wychowaniu dzieci, rodzice czy ministerialny aparat.
Biskupi odpowiadają przed rokiem szkolnym
Prezydium Konferencji Episkopatu Polski zabrało głos tuż przed startem roku szkolnego 2026/2027. W oświadczeniu zatytułowanym „Młody człowiek zasługuje na więcej” hierarchowie wskazali dwa punkty zapalne: marginalizację religii oraz obowiązkowy charakter nowej edukacji zdrowotnej.
To nie jest techniczny spór o plan lekcji. To spór o państwo, które coraz śmielej wchodzi w obszar należący przede wszystkim do rodziny. Szkoła ma pomagać rodzicom, a nie zastępować ich sumienie i odpowiedzialność.
Biskupi przypomnieli, iż lekcje religii nie są kościelnym przywilejem. Są związane z wolnością sumienia i wyznania oraz prawem rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. W polskich warunkach to także część kodu kulturowego: język Biblii, historia Kościoła, sztuka, etyka i pamięć, bez których nie da się uczciwie rozumieć Polski.
Jedna godzina i lekcje na skraju planu
KEP wskazała konkretne decyzje Ministerstwa Edukacji Narodowej: religia i etyka od 1 września 2025 r. mają być prowadzone w wymiarze jednej godziny tygodniowo, a zgodnie z komunikatem MEN zajęcia co do zasady umieszcza się bezpośrednio przed obowiązkowymi lekcjami ucznia albo po nich. Ministerialne rozporządzenie przewiduje także zasady łączenia uczniów w grupy.
W praktyce rodzice znają ten mechanizm. o ile przedmiot ląduje na pierwszej albo ostatniej godzinie, łatwiej go wypchnąć z dnia szkolnego. Potem można mówić o „naturalnym spadku zainteresowania”. To wygodna metoda administracyjna: nie zakazuje się religii wprost, tylko osłabia jej miejsce, rangę i dostępność.
Episkopat krytykuje też usunięcie oceny z religii ze średniej. To kolejny sygnał dla ucznia, iż formacja moralna ma być traktowana jak dodatek. Dla konserwatywnej opinii publicznej sprawa jest jasna: szkoła bez formacji do dobra, odpowiedzialności i prawdy staje się warsztatem kompetencji, ale przestaje wychowywać.
W tym samym kontekście warto przypomnieć, iż spór o edukację zdrowotną jako obowiązkowy przedmiot nie zaczął się wczoraj. Rodzice i środowiska katolickie od miesięcy ostrzegają, iż za językiem zdrowia publicznego może iść realna zmiana aksjologiczna.
Edukacja zdrowotna pod kontrolą rodziców
MEN poinformowało 23 lipca 2026 r., iż edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa od 1 września 2026 r. w klasach IV-VIII szkoły podstawowej oraz w dwóch wybranych klasach szkół ponadpodstawowych. Ministerstwo podało też, iż część „edukacja zdrowotna – zdrowie seksualne” ma być nieobowiązkowa.
Na papierze brzmi to jak kompromis. Biskupi odpowiadają jednak, iż problem nie znika tylko dlatego, iż jeden moduł zostaje wyłączony z obowiązku. Chodzi o całą wizję człowieka, małżeństwa i rodziny w programie oraz podręcznikach. Właśnie tu rozstrzyga się sprawa pierwszeństwa rodziców.
W opublikowanej w Dzienniku Ustaw podstawie programowej edukacji zdrowotnej zapisano dziewięć działów tematycznych, w tym „Wartości i postawy”, „Zdrowie psychiczne”, „Zdrowie społeczne”, „Dojrzewanie” oraz „Internet i profilaktyka uzależnień”. Część z tych zagadnień jest potrzebna. Nikt rozsądny nie neguje profilaktyki, higieny, zdrowia psychicznego czy wiedzy o uzależnieniach.
Ale dokładnie dlatego rodzice mają prawo pytać, kto nada tym treściom sens. Czy będzie to rodzina, tradycja i odpowiedzialność, czy język liberalnej pedagogiki, w którym małżeństwo kobiety i mężczyzny staje się tylko jednym z wielu wariantów? Państwo nie może udawać neutralności, gdy wchodzi w najbardziej wrażliwy obszar wychowania.
Polska nie musi kopiować każdego zachodniego schematu. Warto patrzeć choćby na włoski spór o edukację seksualną i zgodę rodziców, bo pokazuje on, iż w Europie istnieje także inny kierunek: większa rola rodziny, a nie ministerialna centralizacja.
Obywatelski projekt i głos rodziców
Biskupi poparli obywatelski projekt ustawy „Tak dla religii i etyki w szkole”. Według informacji organizatorów pod inicjatywą zebrano 500 tys. podpisów, a projekt zakłada dwie godziny religii lub etyki tygodniowo oraz powrót oceny z tych przedmiotów do średniej.
Ten projekt ma znaczenie większe niż sama liczba godzin. Pokazuje, iż rodzice i katecheci nie chcą biernie patrzeć, jak o wychowaniu ich dzieci decyduje urzędniczy gabinet. Głos pół miliona obywateli w państwie poważnym nie powinien trafiać do politycznej zamrażarki.
Lewicowo-liberalny język lubi przedstawiać Kościół jako intruza w szkole. To fałszywa rama. W Polsce Kościół przez wieki współtworzył kulturę, edukację i opór wobec obcych dominacji. o ile dziś ktoś próbuje wypchnąć religię na margines, uderza nie tylko w katechezę. Uderza w ciągłość wychowania, w prawa rodziców i w pamięć narodową.
Stawka dla Polski
Spór o religię i edukację zdrowotną dotyczy tego, czy polska szkoła ma wychowywać człowieka zakorzenionego w rodzinie, wierze i odpowiedzialności, czy obywatela formowanego przez aktualną ideologię resortu. To realnie znaczy dla Polaków więcej niż kolejna korekta podstawy programowej.
Rodzic ma być pierwszym wychowawcą. Państwo ma służyć rodzinie. Szkoła ma wspierać, a nie przejmować. o ile ta kolejność zostanie odwrócona, zapłacimy za to nie abstrakcyjnym „sporem światopoglądowym”, ale słabszym pokoleniem i głębszym zerwaniem z polską tradycją.
Źródło: Konferencja Episkopatu Polski, Ministerstwo Edukacji Narodowej, Dziennik Ustaw, poz. 958.












