Bezdzietne kobiety przejdą na emeryturę 5 lat później? Minister ma pomysł, kobiety i Warszawa mają problem

1 godzina temu

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zaproponowała, żeby kobiety bez dzieci przechodziły na emeryturę w wieku 65 lat, dokładnie tak jak mężczyźni. Sama minister mówi na razie „być może”, nie ustawa. W Warszawie temat dotyczy więcej kobiet niż gdziekolwiek indziej w kraju, bo współczynnik dzietności w stolicy spadł do zaledwie 0,9 dziecka na kobietę.

Starsza kobieta czyta wiadomości na telefonie. Grafika poglądowa, generowana automatycznie (Gemini).

Minister funduszy i polityki regionalnej rzuciła tym pomysłem w programie „Tłit” Wirtualnej Polski, pytana o zupełnie inną sprawę – podniesienie renty wdowiej proponowane przez Lewicę. W odpowiedzi Pełczyńska-Nałęcz zaczęła mówić o wieku emerytalnym w ogóle, a konkretnie o kobietach bez dzieci, które jej zdaniem powinny pracować tyle samo co mężczyźni. W Warszawie, gdzie co druga młoda kobieta faktycznie nie ma dzieci, ta propozycja przestaje być abstrakcyjną dyskusją politologiczną.

Nie ustawa, ale słowa zrobiły swoje

Obecnie kobiety w Polsce przechodzą na emeryturę w wieku 60 lat, a mężczyźni w wieku 65 lat, zgodnie z ustawą o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych z 17 grudnia 1998 roku (Dz.U. z 2024 r. poz. 1631). Rząd Donalda Tuska w 2012 roku podnosił ten wiek do 67 lat dla obu płci, z rozłożeniem na lata do 2040, ale rząd PiS cofnął tę reformę już w 2017 roku. Pełczyńska-Nałęcz uważa, iż dyskusję trzeba otworzyć na nowo, bo koszty systemu rosną szybciej niż ktokolwiek zakładał.

W programie „Tłit” minister mówiła wprost, iż „co czwarty mężczyzna w ogóle nie dożywa do emerytury”, mimo iż to właśnie mężczyźni pracują dłużej. Jej zdaniem system w obecnym kształcie karze mężczyzn podwójnie – krótszym życiem i dłuższą pracą. Stąd pomysł, żeby kobiety, które nie mają dzieci, zrównać z mężczyznami, a matkom zostawić dotychczasowy, niższy wiek emerytalny. Minister wspominała też o łagodniejszym wariancie – dodatkowych punktach czy środkach emerytalnych za „wysiłek rodzicielski”, zamiast wprost podnosić wiek bezdzietnym.

160 miliardów złotych rocznie tłumaczy pośpiech

Argumentacja finansowa, którą przywołała Pełczyńska-Nałęcz, brzmi konkretnie. „W tym roku wszyscy pracujący dopłacą 160 mld zł do emerytur innych ludzi” – mówiła, dodając, iż rok wcześniej było to 130 mld zł. Przy takim tempie wzrostu dopłat kolejne roczniki wchodzące na rynek pracy będą finansować system w coraz większym stopniu, a jednocześnie same otrzymają niższe świadczenia. To właśnie ten argument – a nie chęć oceniania czyichś wyborów życiowych – minister stawia na pierwszym miejscu, gdy tłumaczy, dlaczego w ogóle poruszyła temat.

W tle pozostało demografia. Współczynnik dzietności w całej Polsce spadł w 2025 roku do 1,068, najniżej w historii powojennej, wobec 1,099 rok wcześniej i niemal 2,0 jeszcze w 1990 roku. Dla porównania – do prostej zastępowalności pokoleń potrzeba współczynnika na poziomie 2,1. Coraz więcej kobiet w Polsce w ogóle rezygnuje z macierzyństwa, a te, które decydują się na dziecko, robią to coraz później – średni wiek matki przy pierwszym dziecku wyniósł w 2025 roku 29,5 roku, wobec 22,7 roku trzydzieści pięć lat wcześniej.

Stolica akurat najlepiej pokazuje, o co chodzi

To właśnie w Warszawie widać ten proces w najbardziej jaskrawej formie. Współczynnik dzietności w stolicy spadł do zaledwie 0,9 dziecka na kobietę, czyli wyraźnie poniżej średniej dla całego województwa mazowieckiego, które z wynikiem 1,15 i tak jest najwyższe w kraju. Innymi słowy, to Warszawa ciągnie tę statystykę w dół, a nie odwrotnie, choć jeszcze kilka lat temu było zupełnie inaczej.

Liczby urodzeń w stolicy też wyraźnie maleją. W 2023 roku na świat przyszło 15 566 nowych warszawianek i warszawiaków, a rok później już tylko 14 439 – spadek o ponad tysiąc w ciągu dwunastu miesięcy. Co ciekawe, jeszcze w latach 2015-2020 dzietność w Warszawie była wyższa niż średnia krajowa, a stolica plasowała się w czołówce dużych miast, tuż za Opolem i Gdańskiem. Ten trend odwrócił się w ostatnich latach, a warszawianki coraz częściej decydują się na pierwsze dziecko po 30, 35, a choćby po 40 roku życia – to zupełnie inny wzorzec niż na wschodzie Mazowsza, gdzie kobiety rodzą najczęściej między 20 a 29 rokiem życia.

Ratusz od lat stara się ten trend odwracać – miasto kontynuuje finansowanie in vitro mimo cofnięcia programu przez poprzedni rząd, a prezydent Rafał Trzaskowski regularnie podkreśla wsparcie dla młodych rodzin. Mimo to demografia stolicy nie daje się łatwo odwrócić samymi programami miejskimi. Gdyby pomysł minister kiedykolwiek trafił do ustawy, to właśnie warszawianki – jako grupa z najniższą dzietnością w kraju – odczułyby go najbardziej masowo.

Koalicja się odcina, opozycja grzmi

Reakcje polityczne były błyskawiczne i w większości krytyczne. Poseł PiS Marcin Warchoł napisał w serwisie X, iż „uśmiechnięta koalicja uważa, iż tylko matki mogą mieć wcześniej prawo do świadczeń”, sugerując, iż rząd karze kobiety za brak dzieci. Ewa Szymanowska, niegdyś partyjna koleżanka Pełczyńskiej-Nałęcz z Polski 2050, a dziś posłanka Unii Centrum, mówiła w mediach wprost o dyskryminacji kobiet, które nie mogą mieć dzieci z przyczyn zdrowotnych, a nie z wyboru.

Nawet koalicjanci Polski 2050 wyraźnie się zdystansowali. Jakub Stefaniak zaznaczył, iż zgłoszenie pomysłu przez jedną z ministerek nie oznacza, iż rząd faktycznie się nim zajmie. W praktyce oznacza to, iż na razie nie ma żadnego projektu ustawy ani harmonogramu prac – jest wypowiedź w programie telewizyjnym, która wywołała burzę medialną, ale nie uruchomiła legislacji.

Na razie nic się nie zmienia, ale warto śledzić dalszy ciąg

Obowiązujący dziś wiek emerytalny – 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn – pozostaje bez zmian, dopóki nie powstanie i nie zostanie uchwalony konkretny projekt ustawy. Wypowiedź minister to na tym etapie głos w debacie, nie zmiana prawa, więc nikt nie musi dziś przeliczać swojej daty emerytury na nowo.

– Żaden przepis się nie zmienił, więc data przejścia na emeryturę wynikająca z dzisiejszej ustawy z 1998 roku obowiązuje bez wyjątków, także dla kobiet bez dzieci.

– Konto PUE ZUS pokazuje w kilka minut, ile lat składkowych już się uzbierało i jak wygląda prognozowana wysokość świadczenia – warto to sprawdzić niezależnie od tej dyskusji.

– Prace nad budżetem na 2027 rok to najbardziej prawdopodobny moment, w którym temat wieku emerytalnego i renty wdowiej wróci na poważnie, więc tam trzeba szukać konkretów, a nie w pojedynczych wywiadach.

– Decyzje o macierzyństwie czy urlopach rodzicielskich nie powinny dziś uwzględniać tej zapowiedzi jako czynnika – żadna zmiana w tym zakresie nie została jeszcze choćby skeirowana do Sejmu.

Idź do oryginalnego materiału