Autonomiczne auta wyjechały na ulice. Wyszły defekty, których nikt nie przewidział

4 godzin temu

Autonomiczne pojazdy przez lata były testowane w kontrolowanych warunkach, na wybranych trasach, w przewidywalnej pogodzie. Gdy wreszcie wyjechały masowo na ulice, zderzyły się z rzeczywistością, której żaden symulator nie jest w stanie w pełni odwzorować: z ulewą, karetką pędzącą ulicą i tysiącem samochodów jednocześnie stojących w paraliżu po awarii zasilania. Okazało się, iż technologia, która poradziła sobie z milionami mil testowych, nie radzi sobie z tym, czego nie dało się zaplanować. Efekt? Seria wstrzymań usług, przymusowych przypomnień i rosnącej frustracji służb ratunkowych.

Waymo kontra ulewa: samochód, który nie wie, iż pada

20 kwietnia 2026 roku Waymo wjechał w powódź w San Antonio i został porwany do rzeki Salado Creek. Miesiąc później historia powtórzyła się w Atlancie – nagranie pokazuje auto stojące w wodzie sięgającej niemal do reflektorów. Firma wydała aktualizację systemu dla całej floty liczącej niemal 4000 pojazdów, by rozwiązać ten problem. Mimo to zdjęcie wjazdu w powódź zostało zrobione już po tej aktualizacji. Auto stało unieruchomione przez około godzinę. W konsekwencji Waymo zawiesił usługi w sześciu miastach: Atlancie, Nashville, San Antonio, Houston, Dallas i Austin, a Krajowa Agencja Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (NHTSA) potwierdziła recall obejmujący prawie 3800 pojazdów. Problem jest fundamentalny: autonomiczny samochód nie potrafi ocenić głębokości wody ani przewidzieć lokalnej powodzi, zanim ostrzeże go oficjalne służby meteorologiczne – a ta sekunda zwłoki może kosztować utratę pojazdu lub życie pasażera.

Karetka czeka, Waymo nie reaguje

Jeszcze poważniejszy problem ujawnił się w kontaktach z pojazdami uprzywilejowanymi. Na zamkniętym spotkaniu z NHTSA strażacy, policjanci i ratownicy medyczni z San Francisco i Austin powiedzieli wprost: autonomiczne pojazdy – zwłaszcza Waymo – coraz bardziej przeszkadzają, gdy liczy się każda sekunda. „Uważam, iż technologia została wdrożona zbyt szybko, w zbyt dużej liczbie, gdy nie była jeszcze gotowa” – powiedział porucznik Austin Police William White. W Austin Waymo zablokował ambulans spieszący na strzelaninę, w której zginęły trzy osoby i rannych zostało co najmniej 14. W innym przypadku dyspozytor 911 czekał 53 minuty na linii alarmowej Waymo, by skontaktować się z operatorem. Gdy Waymo się zatrzymuje i „nie wie”, co zrobić, jedynym rozwiązaniem jest telefon – a telefon w nagłych przypadkach bywa niedostępny przez niemal godzinę. Tymczasem awaria zasilania w San Francisco sparaliżowała ponad tysiąc aut jednocześnie, zalewając linie ratunkowe zgłoszeniami o unieruchomionych pojazdach.

Chiny wciskają hamulec. Ameryka – jeszcze nie

Na początku 2026 roku ponad sto autonomicznych pojazdów chińskiej firmy Baidu zatrzymały się nagle na drogach w Wuhan, wywołując chaos, powodując serię wypadków i więżąc pasażerów choćby na 2 godziny. To zaalarmowało władze w Pekinie, które zdecydował się wstrzymać wydawanie nowych licencji dla autonomicznych pojazdów. W Stanach Zjednoczonych podobne incydenty na razie nie wywołały porównywalnej reakcji regulacyjnej. Federalne przepisy dotyczące bezpieczeństwa autonomicznych pojazdów nie istnieją, projekt ustawy dwupartyjnej pozostaje szkicem, a poprzednie próby legislacyjne ugrzęzły w Kongresie. Paradoks jest wyraźny: kraj, który jako pierwszy wdrożył robotaksówki na masową skalę, jest ostatnim, który zdecyduje się je uregulować. Tymczasem liczba autonomicznych przejazdów w USA ma wzrosnąć z 15 milionów w 2025 roku do 36 milionów w 2026 – a wraz z nią liczba sytuacji, których nikt nie przewidział w symulatorze.

/Fot: gibblesmash asdf on Unsplash//

Idź do oryginalnego materiału