Aktualne sondaże wyborcze w Polsce. Jak wyglądają?

2 godzin temu
Zdjęcie: gazeta sondaże wyborcze


Od początku roku pracownie badawcze regularnie publikują najnowsze sondaże. Poniższe zestawienie porządkuje wyniki i pokazuje, jakie nastroje w tej chwili panują w polityce.

Szybki przegląd sondaży wyborczych

Obraz sceny partyjnej jest w tej chwili dość czytelny, chociaż pełen napięć. Koalicja Obywatelska notuje wyniki w okolicach 30-35% i w niemal każdym pomiarze preferencji do Sejmu stoi na pierwszym miejscu. Prawo i Sprawiedliwość trzyma się drugiej pozycji z poparciem między 18 a 26% – przy czym różnica do lidera sięga w części raportów ponad trzynastu punktów. Konfederacja stała się trwałą trzecią siłą – w badaniach uzyskuje od 12 do 15%, a w niektórych odczytach zbliża się do PiS. Obok niej funkcjonuje Konfederacja Korony Polskiej, która w części pomiarów przekracza próg z wynikiem w okolicach 6-9%.

Reszta sceny wygląda skromniej. Lewica balansuje między 5 a 7%, Partia Razem kręci się wokół progu, a PSL i Polska 2050 w większości badań znajdują się zdecydowanie poniżej pięciu punktów. Tłumaczy to, dlaczego do Sejmu realnie pretenduje pięć, maksymalnie sześć komitetów – dla mniejszych graczy każdy punkt procentowy ma dziś ogromną wagę. Taki układ sił tłumaczy też, dlaczego w mediach coraz częściej mówi się o zjawisku „zmarnowanych głosów”. jeżeli Partia Razem, PSL czy Polska 2050 nie przekroczą progu, setki tysięcy głosów zostaną rozdysponowane między większe komitety na podstawie metody d’Hondta. W praktyce oznacza to, iż każde nieoddane poparcie dla partii zatrzymanej pod progiem zamienia się w dodatkowy mandat dla największych ugrupowań – zwykle KO i PiS. Ten mechanizm premiuje dziś liderów, a karze projekty niszowe, co dobrze widać w symulacjach przygotowywanych przez agregatorów danych.

Ciekawą warstwę opinii publicznej pokazują także rankingi zaufania do polityków. Karol Nawrocki, zaprzysiężony jesienią ubiegłego roku, jest jedną z najlepiej rozpoznawalnych postaci życia publicznego. W badaniu UCE Research dla Onetu z 10-12 kwietnia zaufanie do niego zadeklarowało 35,9% ankietowanych, a brak zaufania – 39% na próbie 1015 respondentów. Starsze raporty CBOS z lutego wskazywały jednak, iż Nawrocki jako jedyny polityk przekraczał wówczas pięćdziesięcioprocentowy pułap zaufania. Takie wahania dobrze pokazują, iż jedna liczba nie wystarczy – trzeba patrzeć na serię badań i zestawiać je z kontekstem medialnym.

Do pełnego obrazu przyda się też tło wyborcze z ostatnich miesięcy. Mandaty do Parlamentu Europejskiego Polacy rozdzielili w 2024 roku, rok później odbyły się wybory prezydenckie, w których Karol Nawrocki pokonał w drugiej turze Rafała Trzaskowskiego. Wcześniej, wiosną 2024 roku, w wyborach samorządowych rozstrzygnął się też układ sił w sejmikach wojewódzkich, odbiegający pod wieloma względami od obrazu sejmowego. Te trzy kampanie są dziś dla analityków istotnym punktem odniesienia – firmy badawcze chętnie porównują bieżące wyniki z rezultatami sprzed roku, by oddzielić trwałe trendy od chwilowych wahań.

Sondaże wyborcze do sejmu i senatu

Najwięcej emocji w mediach budzi pytanie: na kogo Polacy oddaliby swój głos, gdyby wybory odbywały się w najbliższą niedzielę? Raportów na ten temat jest sporo, a podpisują się pod nimi bardzo znane i kompetentne firmy badawcze – CBOS, IBRiS, United Surveys, Opinia24, UCE Research, Ogólnopolska Grupa Badawcza czy Pollster. Każda z nich ma nieco inną metodologię, więc lekkie różnice w wynikach są naturalne, ale ogólny kierunek pozostaje spójny.

Sondaż CBOS z 13-15 kwietnia, przeprowadzony metodą mieszaną CATI i CAWI na próbie tysiąca osób, dał KO 32%, co oznacza wzrost o prawie trzy punkty wobec marca i najlepszy odczyt tej partii od roku. PiS uzyskał 18,2%, tracąc blisko trzy punkty. Konfederacja zanotowała 13%, Konfederacja Korony Polskiej 8,7%, Nowa Lewica 5,8%, a Partia Razem 4,9%. PSL i Polska 2050 znalazły się głęboko pod progiem. Deklarowana frekwencja na poziomie ponad 75% mówi dużo o zaangażowaniu elektoratu – to pułap bliski rekordowym notowaniom z 2023 roku.

Badanie Opinia24 dla „Faktu” z początku kwietnia pokazało jeszcze wyraźniejszą dominację lidera: KO 35,2%, PiS 22%, Konfederacja 12,8%, Nowa Lewica 6,9%, Konfederacja Korony Polskiej 6,6%. Partia Razem, Polska 2050 i PSL pozostały poza Sejmem. W raporcie IBRiS z okolic połowy miesiąca KO uzyskała 32,1%, PiS 23,8%, a Konfederacja – aż 15%, co stanowi jeden z jej lepszych wyników w tym roku. Taka rozpiętość wyników PiS – od 18 do niemal 24% w zależności od pracowni – to również przypomnienie, iż pojedynczy ranking nigdy nie jest ostatnim słowem.

Marcowe pomiary dopełniają obrazu. Sondaż opublikowany przez „Wprost” 24 marca dał KO 30,6% i PiS 26,4%, przy niższych wynikach obu Konfederacji. Badanie United Surveys dla Onetu i RMF z tego samego okresu pokazało KO 31,1%, PiS 23,3% i Konfederację 12,6%. Niemal każde z tych ugrupowań politycznych notowało wówczas lekki spadek, a beneficjentami były głównie mniejsze partie i grupa niezdecydowanych – w części badań sięgająca dziesięciu punktów.

Warto też zwrócić uwagę na metodologię. CBOS realizuje badania mieszanym trybem telefonicznym i internetowym, IBRiS stawia na wywiady CATI, UCE Research i Opinia24 korzystają z paneli CAWI. To w dużej mierze tłumaczy, dlaczego raporty czasem różnią się o kilka punktów – inny tryb dotarcia do respondentów oznacza inny profil ankietowanych. W praktyce najbezpieczniej porównywać dane tej samej pracowni w czasie, a nie dwa odrębne sondaże z jednego tygodnia. Dodatkowym źródłem rozbieżności jest sposób zadawania pytań. Niektóre raporty pokazują wyniki wśród wszystkich respondentów, inne wyłącznie wśród osób zdecydowanych wziąć udział w wyborach. To drugie podejście zwykle faworyzuje partie o zmobilizowanym elektoracie – historycznie PiS i Konfederację. Kolejna zmienna to deklarowana frekwencja: w badaniach sięga ona 70-75%, podczas gdy w rzeczywistych wyborach parlamentarnych zwykle jest niższa. Różnica bierze się z tego, iż część ankietowanych deklaruje udział w głosowaniu, by wypaść lepiej w oczach ankietera, a ostatecznie do urn nie dociera.

Ciekawych informacji dostarczają także zestawienia wiarygodności pracowni. Agregator PolitPro przypisuje każdej firmie ocenę trafności prognoz na podstawie rozbieżności między ostatnim sondażem przedwyborczym a realnym wynikiem. W ostatnich cyklach najlepiej wypadały tu pracownie łączące metody telefoniczne i internetowe, choć żadna z firm nie ma stuprocentowej skuteczności. Dlatego warto czytać sondaże jako zestaw trendów, a nie jako precyzyjne prognozy – to raporty pokazujące nastroje w momencie badania, a nie niepodważalne przewidywania wyniku.

Osobnym, rzadziej poruszanym zagadnieniem są sondaże wyborcze dotyczące Senatu. Publikowane raporty koncentrują się niemal wyłącznie na Sejmie, ponieważ izba wyższa wybierana jest w jednomandatowych okręgach, a rzetelne prognozy wymagałyby lokalnych badań. Dziś przyjmuje się, iż roboczym zamiennikiem są ogólnokrajowe preferencje partyjne i pamięć o pakcie senackim z 2023 roku. jeżeli obecna koalicja rządząca powtórzy mechanizm wspólnych kandydatów, przewaga KO nad PiS w sondażach może przełożyć się na utrzymanie, a choćby zwiększenie większości w izbie drugiej. To jednak prognoza, a nie pewnik – wybory do Senatu rządzą się własną logiką i duże znaczenie ma lokalne osadzenie kandydatów. Warto też przypomnieć, jak pakt senacki zadziałał w 2023 roku. Wtedy partie opozycyjne – KO, Trzecia Droga i Nowa Lewica – uzgodniły w stu okręgach jednego wspólnego kandydata, co pozwoliło opozycji zdobyć większość w Senacie mimo tego, iż łączne poparcie partyjne PiS było wyższe. Mechanizm jednomandatowy premiuje koordynację, a karze rozdrobnienie. jeżeli dziś obóz rządzący zdoła wypracować podobne porozumienie z Lewicą i resztkami centrum, przewaga w sondażach do Sejmu może w izbie wyższej zamienić się w komfortowy margines. jeżeli koordynacji zabraknie, obraz senacki będzie znacznie bardziej niepewny, niż sugerują krajowe preferencje partyjne.

Duża waga izby drugiej wynika też z roli marszałka Senatu i z udziału tej izby w procedurze legislacyjnej. Choć Senat nie blokuje ustaw na stałe, jego poprawki potrafią wydłużać proces i wymuszać kompromisy. Z tego względu część publicystów traktuje wyniki wyborów do Senatu jako drugi – równie istotny – wskaźnik nastrojów wyborczych.

Agregaty danych dodają do tego obrazu kolejną perspektywę. Serwisy takie jak PolitPro czy ewybory.eu łączą wyniki wielu pracowni w jeden ranking i symulują podział mandatów. Z ich szacunków wynika, iż obecna koalicja rządząca dysponowałaby około 46,5% mandatów w Sejmie – to wyraźnie więcej niż obóz PiS, ale mniej niż potrzeba do samodzielnej większości. PolitPro odnotował też, iż od początku roku opublikowano już blisko czterdzieści raportów z pytaniem o preferencje parlamentarne, co daje podstawy do mówienia o stabilnym trendzie, a nie przypadkowych odczytach.

Kto wygra wybory?

Pytanie „kto wygra wybory” ma dziś dwa oblicza: parlamentarne i prezydenckie. W warstwie sejmowej trendy sprzyjają Koalicji Obywatelskiej. Partia prowadzi w sondażach od wielu miesięcy, a kwietniowe raporty – CBOS, Opinia24 i IBRiS – potwierdzają, iż przewaga się utrwala. Same liczby nie dają jednak gwarancji samodzielnego rządu: zbyt wiele małych ugrupowań balansuje wokół progu, a elektorat centrum pozostaje rozproszony. W praktyce dopiero wynik Partii Razem, PSL i Polski 2050 rozstrzygnie, jak duży bonus mandatowy trafi do głównych graczy.

PiS znalazł się w trudniejszej sytuacji niż rok temu. Partia utrzymuje poparcie dużego i zdyscyplinowanego elektoratu, jednak presja ze strony Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej sprawia, iż jej pozycja lidera prawicy nie jest już tak oczywista. Z danych CBOS wynika, iż różnica między PiS a Konfederacją w niektórych pomiarach zmalała do mniej więcej pięciu punktów. Przy takiej arytmetyce prawica bez porozumienia trzech podmiotów nie ma szans na większość. Kandydaci PiS do Sejmu w okręgach, w których Konfederacja lub KKP wystawią silnych graczy, mogą tracić istotną część głosów na rzecz partyjnych sąsiadów.

Scena lewicowa pozostaje wyjątkowo wrażliwa na drobne zmiany nastrojów. Nowa Lewica w większości badań trzyma się powyżej progu, ale Partia Razem często mieści się tuż pod nim. Dla tego segmentu każda zmiana rzędu jednego punktu procentowego oznacza różnicę między obecnością w Sejmie a jej brakiem. Polska 2050 i PSL notują z kolei wyniki jedno- lub niskodwucyfrowe, co istotnie zmniejsza ich wagę przy formowaniu przyszłego rządu. Jeszcze niedawno partie centrum uchodziły za języczek u wagi – dziś walczą o polityczne przetrwanie.

W sferze prezydenckiej obraz jest równie napięty. Badanie Ogólnopolskiej Grupy Badawczej z połowy kwietnia pokazało hipotetyczny pojedynek urzędującego prezydenta z głównym kontrkandydatem: Karol Nawrocki uzyskałby 37,68%, a Radosław Sikorski z KO 37,05%. Kolejne miejsca przypadły Grzegorzowi Braunowi, Sławomirowi Mentzenowi, Adrianowi Zandbergowi i Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi. W drugiej turze wynik byłby wyjątkowo wyrównany – 49,8% dla Sikorskiego wobec 48,4% dla Nawrockiego. Analitycy OGB zwracają uwagę, iż polaryzacja jest dziś głębsza niż rok temu, a wyborcy Konfederacji oraz Konfederacji Korony Polskiej ponownie zasililiby obóz prezydenta.

Rafał Trzaskowski, choć nie jest w tej chwili głównym kandydatem obozu rządzącego do najwyższego urzędu, pozostaje istotną postacią w rankingach zaufania. W marcowym badaniu OGB zaufanie do niego wyraziło około 33% ankietowanych, a brak zaufania – 44%. Prezydent Warszawy łączy w sobie status jednego z liderów i postaci najmocniej polaryzującej opinię publiczną. To dobry przykład paradoksu polskiej polityki: wysokie poparcie potrafi iść w parze z równie silnym elektoratem negatywnym, a sondażowy lider bywa jednocześnie liderem antysympatii.

W tle toczy się też dyskusja o stylu obecnej prezydentury. Raporty United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski pokazują, iż wyborcy koalicji rządzącej oczekują aktywnej współpracy prezydenta z rządem, a sympatycy opozycji popierają twardszą linię wet. To drugi powód, dla którego kolejna kampania prezydencka – niezależnie od daty – będzie wyjątkowo emocjonalna. Każde ugrupowanie liczy, iż uda mu się przesunąć punkt ciężkości opinii publicznej na swoją stronę, a badania będą w tym procesie zarówno narzędziem, jak i paliwem. Wyniki krajowych sondaży mają też przełożenie na scenę europejską. Polscy europosłowie działają w kilku frakcjach Parlamentu Europejskiego – KO zasila Europejską Partię Ludową, PiS dołączył do nurtu konserwatywno-reformistycznego, a Konfederacja weszła w skład ugrupowania skupiającego prawicę eurosceptyczną. Zmiany poparcia w kraju wcześniej czy później przełożą się na liczbę mandatów w Brukseli, a tym samym na wagę głosu Polski w unijnych negocjacjach. To dlatego obserwatorzy europejscy czytają polskie raporty preferencji równie uważnie, jak krajowi publicyści.

Podobną rolę odgrywa kontekst samorządowy. Wyniki z wyborów samorządowych z 2024 roku pokazały, iż układ sił w sejmikach wojewódzkich potrafi znacząco odbiegać od sejmowego – w części regionów KO i PiS mają porównywalne wpływy, a Trzecia Droga zachowała mocniejszą pozycję, niż sugerowałyby to dzisiejsze sondaże ogólnopolskie. Te lokalne zaplecza są ważne dla kampanii parlamentarnej, bo to właśnie samorządowcy organizują pracę okręgową i mobilizują wyborców do urn.

Co z samą prognozą? Najnowsze sondaże wskazują na trwałą przewagę KO i stabilną drugą pozycję PiS, ale nie rozstrzygają kwestii większości parlamentarnej. W scenariuszu realistycznym zwycięzcą wyborów do Sejmu pozostaje Koalicja Obywatelska, która będzie musiała liczyć na partnerów, by utworzyć rząd premiera z własnych szeregów. Po stronie opozycji możliwy jest układ PiS z Konfederacją, ale wymagałby on wyniku w górnych widełkach obecnych pomiarów oraz braku wejścia do Sejmu choćby jednej partii centrum lub lewicy. Z kolei w rywalizacji o urząd prezydenta nie rozstrzyga żaden obecny raport – różnice między głównymi kandydatami mieszczą się w granicach błędu statystycznego.

Ze względu na tę niepewność kolejne badania będą czytane nie tylko jako relacja z bieżących nastrojów, ale też jako wskazówka, w którą stronę przesunie się kampania. Dla wyborców oznacza to jedno: każdy głos oddany przy urnach w przyszłych wyborach prezydenckich i parlamentarnych realnie wpłynie na proces tworzenia większości. Niezależnie od poglądów, swój głos warto oddać świadomie – znajomość aktualnych trendów sondażowych jest w tym pomocna, choć nigdy nie zastąpi własnej oceny programów i kandydatów.

-/Materiał zewnętrzny/-lh

Idź do oryginalnego materiału